Matki Polki 2.0

Kiedy powiedziałam koleżance, że chcę pomagać kobietom, które mają problem z asertywnością i mówieniem „nie”, powiedziała mi: „O, to świetny pomysł, tak, to potrzebne… Ale wiesz, są kobiety, które po prostu nie wiedzą, że są nieasertywne. Na przykład moja mama. Całe życie wszystko robi w domu sama. Nie poprosi o pomoc, nic nie powie…”

I przez chwilę pomyślałam, że to problem pokolenia moich rodziców (60+) i dziadków (80+), a potem przemknęły mi przez FB wpisy i komentarze młodych matek, które tak bardzo troszczą się o swoje pociechy (debata dotyczyła nadmiernie zaróżowionego policzka u niemowlaka na mrozie – true story…), które tak dzielnie biegają na siłownie, aby „wrócić do formy”, które gotują tylko hiper zdrowe obiadki z warzyw bio, piorą w hipoalergicznych proszkach, karmią piersią do upadłego (chociaż część szczerze tego nienawidzi, mało która mówi to głośno), zaczytują się codziennie w tym, co dla malucha zdrowe, a co nie, co można, czego absolutnie nie można… Wszystko to oczywiście robią same… bo to one są matkami, więc MUSZĄ wiedzieć najlepiej (o zgrozo, jeśli niewiedzą, o zgrozo, jeśli się pomylą!)

I nie, to nie jest tekst o tym, że ojciec dziecka, mąż, partner nie pomaga. Nie. Naiwnie zakładam, że inteligentne młode kobiety wiążą się z inteligentnymi młodymi mężczyznami, którym mop czy brudne pieluchy nie ujmują męskości… To tekst o matczynym perfekcjonizmie, który nawet w XXI wieku ma się świetnie. A może jest jeszcze bardziej opresyjny niż 50 lat temu. W końcu teraz poza PERFEKCYJNYM zajmowaniem się dzieckiem, trzeba jeszcze chodzić na siłownię, pracować zawodowo (z sukcesami: „Patrzcie, ma małe dziecko, a jaka efektywna w pracy!”) i udzielać się towarzysko, aby ktoś nie powiedział, że „mózg zamienił się jej z macicą w ciąży i tak zostało…” Zatem młode matki robią to wszystko (i znacznie więcej), często zupełnie bezwiednie. Choć takie nowoczesne, takie wyzwolone, zakładają sobie to chomąto i tak wędrują z nim przez świat. A i tak prędzej czy później usłyszą, że: ubrały dziecko zbyt lekko, że za grubo, że je przekarmiają, że go nie dokarmiają, że na zbyt wiele pozwalają, że są zbyt restrykcyjne, że powinny już wrócić do pracy, że nie mają sumienia, wracając do pracy… itp.

Po drugiej szczęśliwej stronie tęczy jest ojciec dziecka, który podrzuca je radośnie i wysoko, i mówi: „Ale mam fantastyczne dziecko”. KROPKA. Fajnie byłoby być po tej stronie tęczy, hę?

Zatem Młoda Mamo, daj spokój… Nie dostaniesz medalu za swój perfekcjonizm (a tylko ból krzyża i głowy). Zastanów się (ale tak poważnie!), czego naprawdę Ty chcesz dla siebie i swojego dziecka. Wyznacz granicę grubą krechą i nie pozwól nikomu i niczemu jej przekroczyć. Wara! Narysuj to, jeśli to Ci pomoże.

ja_i_moje_dziecko

A jakie Wy macie sposoby na trzymanie „życzliwych” na dystans? Dzielcie się w komentarzach, piszcie maile i bądźcie po prostu fajnymi mamami, te perfekcyjne to straszne sztywniary;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s