Po prostu sobie odpuść!

“Człowiek asertywny to taki, który zawsze stawia na swoim”. Słyszałyście kiedyś coś takiego? Ja od czasu do czasu słyszę. Nierzadko w kontekście tego, że asertywność to taka “lepsza” wyniosłość i egoizm… Spotkałam się nawet z określeniem zimnoasertywny… Ciekawy temat do omówienia, wrócę do tego przy innym artykule, a teraz do rzeczy:  

Stawianie na swoim jest w porządku, gdy dotyczy spraw dla nas ważnych, np. gdy ktoś podważa nasze wartości, zmusza nas do działania wbrew nim lub ewidentnie nie ma racji, a od tego zależy zdrowie i życie innych ludzi (to przypadek skrajny, ale mam nadzieję, że wiecie, co mam na myśli). Jednak jeśli postanowimy uparcie stawiać na swoim, BO TAK… Hmm nie, to nie jest w porządku.

Rozważmy przypadek, gdy ewidentnie mamy rację, rzecz jednak dotyczy jakiejś pierdoły, a w spór zaangażowana jest naszą 88-letnia babcia… Inny przypadek: szef wymaga, aby raport był napisany wg jego wytycznych (nie zgadzasz się z tym, wytyczne są bzdurne,
a forma przypomina pracę domową z podstawówki). Szef jednak nie przepada za Tobą, ma przerośnięte ego i MA MOC, aby Cię zwolnić
i wiesz, że szuka pretekstu (a Ty lubisz tę robotę). Co robisz człowieku asertywny?

A) Proponujesz zmianę formy i treści raportu, wskazując na plusy
i wartość Twojej propozycji (Bardzo pięknie, bardzo grzecznie, bardzo asertywnie)

B) Odczuwasz chwilowy dyskomfort. Piszesz raport wg wytycznych szefa. Żyjesz i pracujesz dalej.

Hmm.

Powiem tak: nikogo nie będę zniechęcać do wybrania odpowiedzi A. To bardzo piękne i odważne. Ale to, co piękne i odważne niekoniecznie zawsze nam służy. A szkoda!

Jeśli wybierasz A to świetnie, pod warunkiem, że jesteś też gotowa wziąć odpowiedzialność za konsekwencje. Może się okazać, że szef dał Ci zielone światło – fantastycznie, brawo Ty! Może się okazać, że zyskałaś właśnie wroga w firmie. Może się okazać, że straciłaś robotę (bo pretekst się znalazł). Zatem pomyśl, co NAPRAWDĘ jest dla Ciebie dobre w tej sytuacji.

Nie, to nie oportunizm, to zdrowy rozsądek, po prostu.

W jednej z książek dot. asertywności znalazłam taką anegdotę. Autorzy piszą, że kilkadziesiąt lat temu radziliby każdemu, aby zachować się asertywnie w sytuacji, gdy ktoś wpycha się w kolejkę. Teraz… nie byliby już tacy pewni, czy to właśnie doradzać… (Jako kontekst podano, wzrost przestępczości i brutalności – nigdy nie wiesz, kto stoi z Tobą w kolejce!)

Chyba nie będzie przesadą napisać, że w przypadku asertywności diabeł tkwi w KONTEKŚCIE. Sztuka polega na tym, aby WYBRAĆ, kiedy chcę być asertywna, kiedy nie! To nie tchórzostwo czy chowanie głowy w piasek, nie. Życie jest złożone i czasem zastawia na nas sidła. Gdybyśmy zawsze i wszędzie chcieli być asertywni (za wszelką cenę!), określenie zimnoaserywny miałoby pełne uzasadnienie. A przecież nie o to chodzi. Asertywność ma służyć ludziom, ma ich wspierać w komunikacji i ułatwiać życie.

Nawet jeśli praca nad asertywną postawą jest Twoim celem, nawet jeśli jesteś w trakcie treningu asertywności, nikt nie będzie od Ciebie wymagał takiej postawy zawsze i wszędzie. Nie bądź zimnoasertywna! Bądź po pierwsze człowiekiem, a ludzie czasem po prostu odpuszczają i to też jest w porządku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s