Asertywni? Nie lubię!

Niedawno pisałam, że od czasu do czasu spotykam się z twierdzeniem, że asertywność to taka “lepsza” wyniosłość i egoizm, “zimnoasertywność”… Pozwólcie, że dziś temat rozwinę.

Nie przestaje mnie zadziwiać to twierdzenie i zastanawiam się, skąd to się bierze. Czy to tylko nasza polska mania, że lepiej być miłym, usłużnym i pokornym? Lepiej przytakiwać, stać zawsze w drugim, trzecim rzędzie? Podpowiedzcie, czy to tylko nasze polskie, czy w innych częściach świata jest podobnie?

Spotkałam się z różnymi interpretacjami tego zjawiska – tak, okazuje się, że to już jest zjawisko! Jedna z nich mówi, że to wina historii, w PRL-u wychylanie się było niewskazane (aby nie napisać niebezpieczne), więc taki sposób myślenia niechcący sprzedali nam rodzice… Hm. Zapewne jest w tym sporo prawdy. Ale – w sporym uproszczeniu pisząc – czy niechęć w stosunku do asertywnych można zwalić na historię? Trochę to naciągane, hę?

Mnie chodzi po głowie, że z tym jest trochę jak z bogactwem innych ludzi. Brukowce uwielbiają gmerać w życiu bogaczy, bo a nuż znajdą coś kompromitującego, a nuż będą mogli za chwilę powiedzieć całemu światu, że bogacz X dorobił się nielegalnie (zatem bogaty, bo nieuczciwy). Ale dlaczego społeczeństwo jest tak głęboko zainteresowane życiem bogaczy (poza tym, że ma nadzieję na skandal, wtopę i finał w więzieniu…)? Czy może jednym z, być może wielu, powodów nie jest… zazdrość? Kojarzycie to uczucie? Takie niewzniosłe, przyziemne, trochę wstydliwe?

Bo zastanówmy się nad tym tak logicznie, tak na chłodno. Skoro asertywni szanują innych i chcą być fair wobec innych, i wobec siebie, to powinno być ok, hm?

Ale nie jest, bo asertywni mówią też co im się nie podoba – a tego reszta świata nie lubi słuchać. Asertywni w ogóle są na tyle bezczelni, że MÓWIĄ NIE, asertywni żyją po swojemu… a nie tak jak Ty chciałbyś/ chciałabyś, aby żyli… Asertywni… o kurcze, oni chyba naprawdę lubią swoje życie i są/bywają szczęśliwi… O kurcze, to prawie jak ci bogacze (co na pewno kradną, bo kto to widział tyle pieniędzy mieć!)

Zatem tak, bywa, że nie lubimy asertywnych, bo nam odmawiają (co przyjemne nie jest nigdy), bywa, że ich nie lubimy, bo mają własne zdanie (którego nie obawiają się wyrażać), ale bywa też, że ich nie lubimy, bo też byśmy tak chcieli… Ale jak? Skoro trzeba to, wypada tamto, a tak nie można, bo coś tam…

Wiadomości mam dla Was dwie: dobrą i złą.

Zła jest taka, że nauka asertywności jest cholernie trudna. Nikt nie sprzeda Wam czarodziejskiej różdżki. Dobra jest taka, że można to robić codziennie, małymi krokami, konsekwentnie, ale w zgodzie ze sobą. Aż nagle znajdujesz się po tej drugiej stronie. “No tak – powiesz – ale wtedy inni przestaną mnie lubić…”. A czy sądzisz, że bogacz przejmuje się, że Kowalski spod piątki go nie lubi? Czyż bogacz nie ma swoich znajomych, przyjaciół, którzy najpierw widzą w nim człowieka, potem bogacza? Czyż bogacz nie może być szczęśliwy w swoim bogactwie (na które ciężko zapracował?)

Z asertywności można zrobić swój atut – swoje bogactwo. Które będzie Twoją mocną stroną, wspierającą Cię w każdym celu, dążeniu, a także – a jakże! – relacjach międzyludzkich. Nie daj sobie wmówić, że istnieje “zimnoasertywność”, bo to nic innego, jak asertywność źle pojęta, granicząca z agresją – źle wdrożona w życie.  

Rób swoje i nie daj się zazdrośnikom!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s