Święte oburzenie

Ostatnio ta myśl mnie zaatakowała. Atakuje mnie co jakiś czas, ale teraz nałożyło się kilka ‚wyzwalaczy’ naraz. Naturalnie niewinnych. Wyrosłych w myśl – o ironio! – zasady o wolności słowa…

Myśl brzmi: żyjemy wśród Święcie Oburzonych. Mój umysł nie potrafi czasem ogarnąć, że można tak lubować się w oburzaniu się na wybory innych ludzi. I nie mam tu na myśli tego, że każdemu normalnemu człowiekowi zdarzy się pomyśleć coś stereotypowego, ocenić kogoś pochopnie itp. Stereotypy pomagają porządkować ten szalony, złożony świat i dzięki nim nasze mózgi są w stanie ogarniać rzeczywistość. To ludzkie.

Mam tu na myśli coś, co już wykracza poza pierwszy odruch, ‘pomyślenie sobie’, wypaplanie koledze przy piwie… Mam tu na myśli dzwonienie do radia, pisanie oburzonych artykułów i – naturalnie – święcie oburzone posty, komentarze wszystkowiedzących i wszechwypowiadających się anonimowych internautów…. I nie, nie chodzi mi o hejt – to temat osobny, smutny i nie na teraz na mój stęskniony za tolerancją umysł.

Chodzi o głośne wypowiadanie się na temat tego, co INNI ludzie powinni, a czego nie powinni! Wypowiadanie się w tonie “pseudo moralnej wyższości” (to najbardziej trafne określenie jakie udało mi się ukuć). Rzecz dotyczy oczywiście spraw błahych, codziennych, niezagrażających bezpieczeństwu publicznemu…

A oto owe wyzwalacze:

  1. Żłobki 24h
  2. Restauracje WYŁĄCZNIE dla dorosłych

Mówimy tu o miejscach działających zgodnie z prawem i zachowujących wszelkie normy bezpieczeństwa. Mówimy tu o miejscach, z których MOŻNA, ale NIE TRZEBA korzystać…

Do głowy by mi nie przyszło, że w XXI wieku takie tematy mogą stanowić jakąkolwiek kontrowersję. Bo, jasne, idee można aprobować bądź nie, ale czy tu jest przestrzeń na “święte oburzenie”?

Ad 1) Żłobki 24h:

Miałam tę przyjemność czytać artykuł na ten temat i tę NIEPRZYJEMNOŚĆ czytać komentarze święcie oburzonych: zatroskanych matek i ojców (którzy oczywiście nigdy z tak odrażającej placówki by nie skorzystali) i bezdzietnych, którzy się nie znają, dlatego postanowili się wypowiedzieć … Skala oburzenia rozciągała się od:

  1. obawiam się, że rodzice mogą tych placówek NADUŻYWAĆ (wiecie… to taka święta troska o te wszystkie niebiedne – bo to usługa nietania – dzieci, które będą tam przebywać od czasu do czasu, bo co jeśli zaburzy się im rytm dnia i być może kiedyś w przyszłości będą zaburzone z tego powodu……..!!!!!!!!!!!). (Gdyby tylko Ci sami święcie oburzeni tak samo troszczyli się o dzieci w placówkach opiekuńczych i rodzinach zastępczych…)

do:

  1. To niedopuszczalne! Skandal! (Naturalnie natknęłam się też na wulgarne komentarze, oczywiście pod adresem złych matek – bo wiadomo, że za dzieci odpowiadają wyłącznie matki… ale darujmy sobie przytaczanie tych komentarzy…)

Jak teraz na to patrzę, to bardziej absurdalne i nieszczere są komentarze typu  A niż B… A symuluje troskę, B przynajmniej nie ukrywa własnej ignorancji, tylko krzyczy, bo może.

Najlepszy komentarz jaki znalazłam pod tym tekstem brzmiał mniej więcej tak: a co Cię kobieto obchodzi JAK rodzice będą z tego korzystać?! Przyklasnęłam w myślach. Pan podsumował w sedno: co Ciebie obchodzi, co robią inni? Przypominam, że nikt tu nikomu nie robi krzywdy… A zapuszczanie się w meandry psychologii rozwojowej w tym kontekście naprawdę jest drogą donikąd. Zresztą cytowana w artykule psycholog była empatycznie wyrozumiała… Ale jak to już bywa, zatroskani święcie oburzeni rodzice i nierodzice wiedzą lepiej niż ekspert z dziedziny rozwoju dziecka.  

Ad. 2) Restauracje WYŁĄCZNIE dla dorosłych

NAGLE odkryłam, że dzieci są jakąś uciśnioną mniejszością, o ktorą koniecznie trzeba walczyć…. we Wszystkich Restauracjach Świata… Zostały przyrównane do osób z niepełnosprawnościami… Serio! No bo jeśli zabronić dzieciom, to może ktoś też zabronić niepełnosprawnym, albo Afroamerykanom, albo Żydom… rozumiecie już dokąd zmierza ta wycieczka myślowa, hm? O ile dobrze orientuję się w kwestiach “bywania na mieście”, w pubach, barach, klubach nocnych też dzieci się nie widuje, prawda? Nie słyszałam jednak, aby ktoś uznał to za wyraz dyskryminacji. Ale ale jeśli jedna na sto restauracji w mieście umieści tabliczkę z informacją, iż TEN lokal jest przeznaczony wyłącznie dla osób powyżej 12 r.ż. (tak, tak w tym kontekście chodziło wyłącznie o małe dzieci…) noooo to jestem pewna, że Rodzina Polska ucierpi na tym szalenie. Bo co jeśli to będzie JEDYNA restauracja w promieniu 100 km i dziecko umrze z głodu…? Hm… Temat do rozważenia, prawda?

Ciekawe czy ktoś ze Święcie Oburzonych wpadł na pomysł, aby zapytać dzieci, czy uważają możliwość wejścia Wszystkich Restauracji Świata za swoje niezbywalne prawo? Pewnie nie, bo to by wymagało gadania z tymi dziećmi… a wiadomo że z dziećmi nie zawsze da się merytorycznie podyskutować… 😉

Tak, Droga Czytelniczko/ Czytelniku chyba już rozumiesz, że – mówiąc brzydko, ale prawdziwie – nabijam się z tego… Choć to humor raczej czarny. Nie odmawiam nikomu prawa do “swojego zdania”. Ba! Zachęcam ludzi, aby swoje zdanie mieli i się nim dzielili (w granicach kulturalnej dysputy). Ale niestety w tym szaleństwie, owi Święcie Oburzeni – Jedyni Sprawiedliwi – nie pozostawiają zbyt wiele wolności innym. Jakoś zapomnieli, że wyrażając WŁASNĄ opinię, można NIE KRZYWDZIĆ INNYCH. Wiecie, uczą tego w podstawówce w bardzo prostej wersji za pomocą zwrotów: wg mnie, moim zdaniem, uważam, że… W takiej ładnej wersji mogłoby to zabrzmieć:  uważam, że to nie najlepszy pomysł, sama bym z tego nie skorzystała. No ale to przecież zbyt miłe, prawda? Zamiast tego lepiej podkreślić swą  krystaliczność, miłość do dzieci całego świata i no właśnie… własną “pseudo wyższość moralną”, która jednocześnie będzie wyimaginowanym prztyczkiem w nos wszystkim degeneratom, którym marzy się restauracja bez wrzeszczących, biegających dzieci! (Przypominam, że sama mam 15 miesięczne dziecko, a podpisałabym się obiema rękami pod pomysłem restauracji WYŁĄCZNIE dla dorosłych! No bo cóż w tym niewłaściwego? Skoro od ładnych paru lat można już jeździć na wakacje do hoteli wyłącznie dla dorosłych, to dlaczego nie możemy zjeść posiłku bez obecności dzieci?!)

Gdzieś na marginesie tego tematu przypomina mi się teraz temat Mackiewicza i wynurzenia typu: jak mógł tak ryzykować? Osierocił troje dzieci! (To oczywiście bardzo eufemistyczne przytoczenie). No tak… Tak to już jest, że niektórzy ludzie ryzykują, spełniając swoje – nawet szalone –  marzenia, a inni komentują ich życie z kanapy, zachowując “pseudo wyższość moralną” (i znowu ta piękna troska o cudze dzieci…). Ale to już temat na inną dyskusję, inny artykuł.

Podsumowanie tego długiego tekstu jest banalnie proste: żyj po swojemu i daj żyć innym. To kwintesencja asertywności. Na ogół posługuję się zwrotami typu: wszyscy to wiedzą, tylko o tym zapominają; albo: to niby oczywiste, ale…. Teraz zmieniam zdanie: ludzie nie wiedzą, co to asertywność. Nie mają pojęcia, jak wyrażać swoje zdanie, nie odbierając wolności innym. Włączam radio, czytam prasę (tv nie oglądam na szczęście!) i dosłownie RĘCE MI OPADAJĄ! Święte oburzenie bombarduje mnie ze wszech stron. Od spektakli niechrześcijańsko-bluźnierczych, które urażają najbardziej uczucia religijne ludzi, którzy tych spektakli bezbożnych nie widzieli, po biednego Mackiewicza, przez pierdoły typu żłobki 24 h i restauracje dla dorosłych. Ludzie! Zajmijcie się swoim życiem i dajcie żyć innym! Amen!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s