Wszystko albo nic

Od jutra, od poniedziałku, od nowego roku, od września… W tym roku wyjątkowo uderzyło mnie to, że wrzesień to taki jakby trening przed postanowieniami noworocznymi. Zewsząd otacza mnie tajemnicza aura “zaczynam od września”. Hm. I wszystko byłoby świetnie. I wszystko byłoby wspaniale. Gdyby nie to, że u wielu osób obserwuję taki zryw: “zmieniam WSZYSTKO”.  Doprecyzuję. Wyobraź sobie Panią X, która budzi się pewnego pięknego upalnego, sierpniowego dnia i postanawia, że “od września” będzie:

  1. chodzić na siłownię
  2. zdrowo się odżywiać
  3. czytać więcej literatury fachowej
  4. czytać więcej dla przyjemności
  5. oglądać mniej seriali
  6. więcej czasu spędzać z dziećmi.

Co powiecie? Że to fajne cele. Wartościowe i w ogóle. Tak. Zgadzam się, to fajne cele. Więc co jest nie tak w tej układance?

Czyż nie można stać się “lepszą wersją” siebie ot tak? Można. Ale, szczerze? Nie znam NIKOGO, kto – ot tak – zmieniłby WSZYSTKO NARAZ.

My, ludzie, lubimy stałość. Nasze przyzwyczajenia, drobne przyjemności, guilty pleasure (ciasteczko do kawki, papieros na przerwie, serial wieczorem) – stanowią pewną rutynę, wyznaczają rytm dnia, dają swego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Jeśli z dnia na dzień będziesz chciał wywrócić wszystkie swoje przyzwyczajenia… to tak jakbyś chciał zamienić się na życie z kimś innym.

Gdy więc zawodzi jeden element w Twoim master planie (bądźmy szczerzy: ty odpuszczasz), zaczynasz – stosując niezwykle pokrętną logikę – odpuszczać też pozostałe elementy. Wyobraźmy sobie naszą hipotetyczną Panią X: Nie dałam rady pójść na siłownię w tym tygodniu, to daruję sobie też to gotowanie… zjem na szybko. Ale od przyszłego tygodnia lepiej przemyślę zakupy, żeby zrobić coś zdrowego i zaraz po pracy na siłownię…

Kierowanie się zasadą “wszystko albo nic” nie zawsze ma sens. Wg mnie w tym wypadku nie ma. A wielu ludzi wciąż robi sobie pod górkę wierząc, że “wszystko albo nic” to droga jedyna słuszna.

Co więc doradzić Pani X, która NAPRAWDĘ chce zmienić te wszystkie rzeczy i czuje nawet olbrzymią determinację, aby to zrobić? Zapytałabym, co dla Pani X jest najważniejsze. Ale, uwaga: pytanie brzmi, co na dziś, na ten moment jest NAJWAŻNIEJSZE; a nie: co jest ważne. W końcu wszystkie rzeczy, które pragnie zmienić prawdopodobnie są dla niej ważne.

Być może popularne “wszystko albo nic” wynika po części z faktu, że wybranie JEDNEJ rzeczy wymaga decyzji, odpowiedzi na pytanie, co warto zrobić w pierwszej kolejności, co jest dla mnie ważniejsze w tym momencie… Poza tym, gdy przyjmiesz zasadę “wszystko albo nic” i Ci się niepowiedzie, będziesz mógł powiedzieć: nie udało się, za dużo tego, nie wyszło, choć próbowałem… A gdy w grę wchodzi tylko JEDNA wybrana rzecz… Jak się wytłumaczyć przed sobą, gdy nie wyjdzie ta jedna jedyna rzecz, którą postanowiliśmy robić…

Być może moja teoria jest trochę przewrotna, ale w tym szaleństwie jest metoda;)

Co zatem, gdy z nastaniem września/ nowego roku/ poniedziałku (czy jeszcze innej okazji) czujesz, że chcesz WSZYSTKO zmienić. Wstrzymaj konie! Nie zmieniaj wszystkiego naraz. Zmieniaj po kolei. Zgodzę się, że potrwa dłużej, ale jest też spora szansa, że ta zmiana zostanie z Tobą na dłużej, a może już na zawsze. Wróćmy po raz kolejny do Pani X:

1)Co chce zmienić?

chodzić na siłownię; zdrowo się odżywiać; czytać więcej literatury fachowej; czytać więcej dla przyjemności; oglądać mniej seriali; więcej czasu spędzać z dziećmi

2) Pytanie o priorytet: Co w tej chwili jest najważniejsze? / Od czego chce zacząć? / Czy któraś z wymienionych rzeczy pomoże jej w osiągnięciu innej?

Zdrowe odżywianie – jak od tego zacznę i zrobię to mądrze, będę miała więcej energii, aby ćwiczyć.

3) Decyzja:

Tak, to ważne, od tego zacznę, na tym się teraz SKONCENTRUJĘ.  

4) Ustalenie planu: Jak to realizować w praktyce? Kiedy gotować? Jak gotować? Kiedy kupować? Gdzie kupować? (Tak, tak – wiele pytań trzeba sobie zadać).

5) Wdrożenie (czyli jak ten plan, który Pani X stworzyła sobie w głowie czy na papierze sprawdzi się w rzeczywistości, tzw. próba ognia!)

Te punkty można by oczywiście ciągnąć dalej… bo jak coś nie działa, to trzeba poprawić i próbować dalej (i tak do skutku)… Możesz też myśleć o niektórych swoich celach jak o pozytywnych nawykach, które chcesz zaimplementować w swoje życie. Ale zostawmy to dziś, nawykom należy się osobny, dedykowany tekst (i niejedna książka!).

Zatem nasza Pani X podjęła decyzję i obmyśla właśnie plan (dokształca się w temacie zdrowego odżywiania, robi kilka list zakupów, postanawia zmienić sklep, w którym do tej pory robiła zakupy itp.), zostawmy ją w tym miejscu i kibicujmy.

Czy widzisz ile tematów do ogarnięcia i decyzji do podjęcia jest zw. z tym jednym jedynym celem? Kawał pracy przed Panią X.  Ale Pani X zaczyna widzieć swój cel jako pewną logiczną całość, projekt posiadający określoną strukturę. Rozbija ten cel na szereg pomniejszych celów i decyzji do podjęcia. Dochodzi do punktu, w którym WIE co konkretnie ma robić, a nie łudzi się mrzonkami, że jak WE WRZEŚNIU wstanie rano do pracy to NAGLE: auto zamieni na rower; odpoczynek przed telewizorem na siłownię, mrożonki z marketu na świeże i zdrowe jedzenie…

Oczywiście gorąco kibicuję każdemu, kto próbuje w sposób spektakularny zmienić pół swojego życia naraz. Ale jeszcze mocniej kibicuję tym, którzy po porażce (“od września zmieniam wszystko!”) powiedzieli sobie:  hm no to może zacznę od JEDNEJ rzeczy.

Naprawdę macie OGROMNE szanse na powodzenie. A jak już dopniecie swego, bierzcie się za kolejną rzecz z listy. Powodzenia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s